Wiele znaków, żeby się nie zabijać

Bobry”, w młodzieżowych kręgach kultowy film Gotkowskiego i Kabaja, to nietypowy u nas przykład amatorskiej fantastyki na poziomie. Skręcony z wigorem prowadzi na zapyziałą prowincję, między łagodnych wykolejeńców. Miejsce akcji – bezdroża między stacyjką, podmiejskim klozetem, wiejską budką z sikaczami i wariatkowem, ale obejmuje też zaświaty. Oglądamy pokolenie, któremu nie ułożyło się w III RP, jeśli pojechało do Irlandii, to wróciło, i mało dlań alternatyw.

Szczęśliwie nie chodzi o skargę, to czarna komedia, zagranie losowi na nosie i duchowa przestroga – nie sprzedawaj się złemu za żadną cenę. Bo jest i zły, podróżujący rozklekotanym karawanem ciemny Kosiarz

[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: