WARUM?

– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego...

Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika. Miał przecież z niego pociechę. Z Benka fachman był nie byle jaki.

Jak to sam mówił: „Jeśli chodzi o bukiety, to tylko ja i jedna z Mokotowskiej, a tak nie ma od nas lepszych w te klocki”.

Szczera to prawda. Złote do kwiaciarstwa ręce. A spokój miał Benek ze sobą już od roku. Nic go nie prześladowało i żadnych złych wspomnień.

Teraz obejrzał się w lusterku, przygładził czarne, sterczące jak szczotka włosy i poszedł pod wskazany adres.

[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: